Pomału planujemy 2017

Jako, że z fazy planowania przeszliśmy pomału do fazy pakowania, to napiszę co znajdzie się w mojej walizce 🙂

  1. Letnia kurtka przeciwdeszczowa.
  2. Bardzo lekka (ortalionik) kurtka przeciwwietrzna – delikatnie wodoodporna.
  3. Leciutki polarek (bluzka)
  4. Polarek z zamkiem, taki normalny.
  5. Spodnie (wszystkie 3 typowo turystyczne) – pierwsze długie
  6. Spodnie – drugie 3/4 – czyli krótkie 🙂
  7. Spodnie długie, ale z odpinanymi nogawkami. Zastanawiałem się nad normalnymi spodniami, ale stwierdziłem, że te trzy pary wystarczą.
  8. Bielizna funkcyjna, czyli kalesonki i koszulka z długim rękawem. Ważne, żę to specjalna wersja na lato. Zajmuje to tyle miejsca w plecaku, co 4 skarpetki, a w przypadku ochłodzenia w górach – może uratować życie.
  9. Chyba 8 koszulek – takich oddychających. Ważne aby na wędrowanie nie ubierać się w bawełniane rzeczy – nasiąkają potem i można w nich się ostro wyziębić. Zdjęcie to przykład.

  1. Skarpety – ja preferuję podkolanówki kompresyjne. Takich używają np. piłkarze, lub biegacze. Są oczywiście wersje extra do wędrowania. Oprócz tych długich, biorę również krótkie.
  2. Majtasy – i tu również specjalne majtasy – elastyczne, bezszwowe. Takie dla biegaczy. Zresztą wstawione zdjęcia chyba dużo wyjaśniają.
  3. Lecimy dalej z tym koksem. Handy, komórka i Powerbank do niej. Ja targam specjlanie zakupiony Powerbank o pojemności 26000 mAh. Ciężkie bydlę, ale GPS i Mapy noszę w komórce, więc….
  4.  Laptop (wieczorami zgrywam na niego zdjęcia). Czasami można coś dzięki niemu zmienić w planach podróży. No i komunikacja (w moim przypadku z Wolnym Radiem Opornik).
  5. Buty niby na nogach, ale drugi, zapasowe w walizce.
  6. 6. Klapki jakoweś, czy inne kapcie.
  7. W walizce jedzie mój plecak dzienny, który będzie używany codziennie podczas wędrowania.
  8. Specjalny holster do noszenia pod pachą pieniędzy i dokumentów. Podkreślam, pod pachą, jak kabura na pistolet. Takie cusie wiszące na szyi zapraszają złodzieji. A holsterek noszę pod koszulką.
  9. Zestaw do szycia, igły, nici, agrafki, kilka guzików. Mam taki oryginalny, jaki dostają żołnierze bundeswehry.
  10. Apteczka – trochę indywidualna. Ale jakaś aspiryna, gripostadt, ibuprofen. Bardzo ważny węgiel aktywny. Plastry, bandaż, jakieś kompresy.  W apteczce może być również (a właściwie musi) krem na słońee. Minimum 50. Na wysokościach 2 i powyżej tysiąca metrów promieniowania ultrafioletowe potrafi w godzinę wywołać pęcherze na skórze.
  11. Kijki do wędrowania (nie daj boże Nordic Walking)

.

 

Tja, nie zaczynamy od also, zaczniemy od TJA.

Pomalutku trzeba zacząć planować wyjazd (pierwszy) w 2017-tym. Wygląda, że będzie ciekawie. Na razie chętny na wyjazd jest Miras, Czarek i Dorota. Jak to się dogra, zobaczymy w praniu. No ale na początek zrobimy mały kosztorys wstępny:

Pozycja Cena z Nortorfu Cena od Berlina
Przejazd tam i z powrotem 104,00 € 66,00 €
Nocleg 245,00 € 245,00 €
Mobilcard 28,00 € 28,00 €
Przewidywane bilety na wyciągi 67,00 € 67,00 €
444,00 € 406,00 €

Nowe ceny (aktualne)                                397,11                             365,31

Jest małą korekta, ale extra zostawiam stare naliczenie, aby było widać o co biega. Właśnie potwierdziłem naszą rezerwację noclegu i dostałem cenę – za nas wszystkich czworo 721,25 €. Czyli wychodzi 180,31 Euro na głowę. Za to cena MeinFernbus zmieniła się dla jadących z Kiel´u, czyli dla mnie i dla chłopaków na 121,80€ , a z Berlina na 90,oo€. Powyżej na niebiesko aktualne „twarde“ koszty naszego wyjazdu.

Taka dziwna rzecz jeszcze konkretnie dla Doroty. Jeśli zamiast kupować bilet z Berlina do Bozano, kupisz bilet z Berlina do München (oczywiście na ten sam autobus) i z München do Bozano (cały czas zostajesz w tym samym autobusie) – to zapłacisz 77,80 – zamiast 90 €. Oczywiście na powrót trzeba tak samo kupować Bozen-München, München-Berlin

 

 

Jeszcze w związku z rezerwacją prośba. Musimy zapłacić teraz przedpłatę w wysokości  300 €. Prosił bym w związku z tym o przelanie na moje konto po 75 €. Resztę płacimy na miejscu, tam też dojdzie chyba opłata klimatyczna, a to jest chyba 1€ dziennie, czyli           po 7 €. 

Moje konto: DE40 200300 0000 1052 3902,  BIC: HYVEDEMM300 dopiszcie jako cel przelewu SuedTirol Nocleg.

 

Tu policzyłem ceny kolejek, bo już plan gotowy, co, gdzie i kiedy.

Kolejka Cena
Riitner Horn 14,00 €
Sass Pordoi 18,00 €
Selaljoch 16,00 €
Rottwand 19,00 €
67,00 €

 

To jest koszt pewny. Reszta zależy od tego jak dużo się je, etc.etc. Ceny w Südtirolu są normalne, tzn. na poziomie niemieckim. Jeśli wypali nocleg u Siegried, to mamy dostęp do dużej kuchni, jest lodówka, jesteśmy samowystarczalni. Jeśli będzie nas więcej niż 4 osoby (czego nie można wykluczyć) to nocleg będę kombinował w wynajętym domku, lub apartamencie, więc patrz wyżej.

11.01.2017

Siegried potwierdziła, że rezerwuje dla nas mieszkanie. Mamy więc 4 pokoje jednoosobowe, wspólna duża kuchnia, jako salon też działająca. Na wypadek, gdyby było więcej chętnych, jest też opcja mieszkania na 6 osób, tyle, że nie w Bozen, ale w Völs am Schlern. Miejscówka też piękna, przystanek pod samym hotelem, wieczorne klimaty niesamowite, tyle, że ostatni autobus o 19:30. No ale na razie jest nas cztery, więc powinno zatrybić z Sigrid. Ja obłożyłem się już przewodnikami, bo chcę dla nas zaplanować ten pobyt. Tak aby na miejscu wiedzieć dokładnie, co, gdzie, jak i kiedy. Co prawda tzw, główne punkty programu – Sass Pordoi ze zdobyciem trzytysięcznika Piz Boé (3152 npm.), obejście Drei Zinnen, Rotwand połączone z małą wspinaczką przez przełęcz Tschager Joch, Zdobycie Rittener Horn (ale to tylko małą rozgrzewka), Gilfenklam , Pragersee i na koniec Vinschgau z zatopioną wioską – ale w sumie się trochę przejmuję i chcę się przygotować.

Wczorajsza rozmowa z Dorotą skłoniła mnie do dodania paru informacji, że tak powiem, technicznych. Żeby nasza wyprawa udałą się i żeby obyło się bez problemów i niespodzianek, kilka ważnych informacji zapodam.

Że najważniejsze, żebyśmy mieli dobry humor i dobre chęci, to nie trzeba mówić? Ale są też inne ważne rzeczy. Na ten przykład buty. Będziemy chodzić po górach. I to nie jakichś tam górkach i pagórkach. Praktycznie poniżej 2000 metrów poruszać się nie będziemy, skały, piargi i inne takie to normalka. Więc buty są w tym przypadku bardzo, bardzo ważne. Żadne sportowe „adidasy“, żadne, nawet najlepsze trekingowe sandały. Taki przyodziewek dla stóp możemy pozostawić na wieczorną wyprawę na winko w centrum Bozen. W góry potrzebujemy porządnych butów  trekingowych. Nie muszą to być high-end wysokogórskie buty, ale solidne, najlepiej do kostki buty trekingowe. Coś w ten deseń np.

Ubranie? Też dosyć ważny punkt zawartości plecaka. No bo, że potrzebujemy plecak, to chyba wiadomo. Polecam taki typowy plecak do dziennych wypraw, czyli ok 30 litrów pojemności. Co w plecaku? Jako, że góry na tych wysokościach ( a będziemy i na 3000 metrów) potrafią być zmienne, to wiadomo. Co prawda zakładam, że koniec czerwca będzie skutkował temperaturami między 20 a 30 stopni Celcjusza, to trzeba być przygotowanym na zmiany temperatury (i pogody). Więc ja mam w plecaku lekki zestaw termofunkcyjny – długa koszulka i długie kalesonki. Powtarzam, lekki, bo taki na lato. Jest to lekkie, zwija się w pakiecik wielkości zwiniętych skarpetek i jest na wypadek wypadku w plecaku. Do tego lekki polar i cienka kurtka wiatro- i deszczoochronna. Czapka z daszkiem, przewiewna, ale chroniąca przed UV, czyli nie zwykła bawełna. Ja polecam kapelusz, bo na tych wysokościach słońce pali okrutnie i bardzo nieprzyjemnie czuje się pęcherze na karku.

Ja mam taki z Columbia i jest fantastyczny, oprócz ochrony przed słońcem bardzo dobrze chroni przed potem zalewającym oczy 🙂

To ten model:

Co jeszcze w plecaku? Chyba standard: woda, sporo wody. Co prawda pałętać się będziemy zawsze w takich okolicach, że do wody dostęp będzie, ale ja mam zawsze dwie butelki ze sobą. Na bieżąco zaopatrzymy się w jedzonko, więc, czy to jakieś kanapki sobie rano zrobimy, czy jabłko, banan – ewentualnie jakieś proteinowe, czy wysokoenergetyczne batoniki. Coś do przekąszenia trzeba mieć. Jak targam baterie, powerbank i inne takie bo robię zdjęcia lustrzanką, kamera 3D i oczywiście słitfocie komórką 🙂

Dobra, teraz jako, że pisałem, żem obłożony przewodnikami i takimi tam innymi pomocami naukowymi, to napiszę, co nas czeka. Chciałbym Wam pokazać, jak piękne są Dolomity, jak piękny jest Südtirol, więc wybrałem parę takich punktów, cobyście nie padli (i ja z Wami), ale zobaczyli dlaczego ja się w tych górach zakochałem.

Wyjeżdżamy 23 czerwca o godz. 21:00 z Berlina. Co niektórzy już wcześniej, ale razem startujemy z Berlina.

Rano, po wspaniale przespanej w autobusie nocy, lądujemy w Bozen. Po pierwszej porządnej kawie, kupujemy Mobilcard i jedziemy do naszego miejsca noclegu. Tam zostawiamy bagaże (przy odrobinie szczęścia już w naszych pokojach). Zabieramy nasze podręczne plecaki, zakładamy nasze porządne buty i… W Drogę.

A teraz rozpiska. Co prawda może się tak wydarzyć, że pogoda zmusi nas do zmian planu, ale trzymajmy kciuki, że na nasz pobyt przypadną te słoneczne dni, których w Südtirol´u jest 300 w roku.

  1. Dzień pierwszy – 24.06.2017

Tu na początku każdego dnia dodam nasze czasy, coby się można było zorientować jak będziemy jeździć komunikacją z wykorzystaniem naszej Mobilcard. Na dzień pierwszy czasów nie będzie, bo nie wiem kiedy dojedziemy, jak szybko pozbędziemy się bagaży, kiedy dotrzemy do Rittner Seilbahn, etc. etc. Ale dla orientacji wrzucam linki do rozkładów jazdy środków komunikacji „miejskiej“, których będziemy używać.

Na sam początek autobus miejski, którym docieramy do naszego noclegu przy Piazza Gries od dworca kolejowego Bozen. I to tylko przykład, bo w czerwcu będzie letni rozkład jazdy:

 

 

Docieramy do stacji kolejki linowej którą wjeżdżamy do Oberbozen.

Tam wsiadamy w kolejkę wąskotorową i jedziemy nią do Klobstein.

Tam autobusem jedziemy do Pemmern, gdzie następna kolejka linowa zabiera nas na Schwarzseespitze. Tam wykonujemy myk zwany panoramaweg, czyli idziemy i oglądamy panoramę. I dech nam w piersiach zapiera, wstępnie tylko z powodu widoków. Bo po krótkim czasie „łagodne” podejście na Rittner Horn.

I to jest tylko 2260m npm. Tam spożywamy co nieco (może być pifko ;)) i schodzimy na dół. Jak czas pozwoli, to po dotarciu do Klobstein jedziemy obejrzeć mały dziwny kościółek, który jest miejscem pielgrzymek i docieramy do Erdpiramiden, fenomenu tej części Dolomitów.

A potem już do domku, coby paść na ryjek. Chyba, że ktoś będzie miał ochotę odwiedzić ze mną moją ulubioną knajpkę na starówce.

  1. Dzień drugi 25.06.2017

Tu mogę już podać rozkład jazdy, tak, jak będziemy się poruszać.

Tu będzie nieco inaczej. Wyruszamy 7:31, 8:01 pociąg z dworca Bozen, o 9:08 Bus do Stange z dworca Sterzing. Na miejscu jesteśmy 9:16. 

To ranny dojazd, powrót będzie zależny od tego, jak i gdzie zakończymy dzień.

Wybieramy się obejrzeć Gilfenklamm. Co to jest? A kawałek rzeki, która przebiła się przez duży kawał marmuru. Tak duży, że jest całkiem sporą górą. Niesamowity wodospad i rzeka przebijająca się w wąwozach, z dużą ilością mostków, ale i ławeczek.

Potem posiłek i wspinamy się do ruin zamku, właściwie wieży, która się w lesie ostała. Jak zwykle dech w piersiach zapierają nam widoki i lekkie podejście. Bardzo wskazane jest abyśmy mieli ze sobą kijki (proszę nie takie do nordic-walking, tylko trekkingowe) bo czeka nas ostre zejście w dół. A to bardzo daje po kolanach. Wiem – bo schodziłem! Jak czasu starczy, Sterzing – fantastyczne małe miasteczko

albo i Brixen, jak damy radę.

 

Koniec znany – padamy w łóżeczka na ryjek.

  1. Dzień trzeci 26.06.2017

Tu pobudka wyjątkowo wcześnie, bo długo jedziemy:

Bardzo wcześnie wstajemy bo przed nami długa droga. Jak dojedziemy, mały, naprawdę łagodny spacer nad sztucznym jeziorem. Docieramy do Graun im Vinschgau, gdzie oglądamy razem z tłumami turystów super atrakcję, czyli wystający z jeziora kawałek kościoła z zalanej wioski.

Jedziemy znad jeziora do Mals

Potem, w miarę dostępnego nam czasu udamy się do Szwajcarii, bardzo specyficznym szwajcarskim Autobusem pocztowym tzw PostAuto.

I nazad do Mals, któreś z tych połączeń:

Z Mals jedziemy do Meran:

W Meran mały spacerek, bo to piękne miasto uzdrowiskowe – zakończony kielonkiem winka w pasażu, pod tym czerwonym parasolem 🙂

I jakoś tak do domku!

I powrót do domu – i już wiecie, łóżeczko i ryjek J

  1. Dzień czwarty 27.06.2017

Tu nie będę dużo pisał. Zaczynamy naprawdę chodzić. I pobudka też wcześnie, bo jazda do punktu startowego długa:

Gwarantuję, że jak wrócimy do domku, to nie będziecie mieli siły wejść pod prysznic. Ja nie miałem, ledwo zdjąłem buty i już spałem. A więc Drei Zinnen.

I wszystko na ten temat. Wyruszamy z Auronzo-hütte do Drei Zinnen Hütte i obchodzimy Drei Zinne dookoła.Wedle tablic dla turystów 5 godzin, więc zakładam, że w 7 się wyrobimy. Startujemy o 10-ej, więc powinniśmy na ostatni autobus się załapać:

 

Wracamy do Auronzo-hütte i powrót do domu. Wystarczy. Ryjek!

  1. Dzień piąty 28.06.2017

Sass Pordoi – Piz Boé. Obiecuję widoki jeszcze bardziej zapierające dech w piersiach. Najpierw stop na Sellajoch:

Tam pojedziemy, taką śmiszną kolejką.

A potem główny punkt programu:

 

 

I zdobycie trzytysięcznika. Piechotą!

No, trochę pomoże nam kolejka linowa.  Ale na szczyt piechotą.

I ryjek. Chyba, że już będziemy zahartowani i jakiś wypadzik na starówkę zaliczymy.

  1. Dzień szósty 29.06.2017

Dzisiaj nie zrywamy się z ptaszkami przed świtem, bo jedziemy krócej, za to widoki….

No i pierwsza małą wspinaczka.

Rottwand, najpierw atrakcje kolejka linowa kabinowa i krzesełkowa. Köllner Hütte,

 

mała wspinaczka (prawdziwa, ale krótka wspinaczka) na przełęcz Tschagerjoch i idziemy do Rottwand-Hütte, i dalej dookoła Rottwand.

Na dół kolejką, do domu

– ryjek. GWARANTOWANY!

  1. Dzień siódmy 30.06.2017

 

Pragser Wildsee. Najpiękniejsze jezioro Dolomitów.

 

Dzień będzie łatwiejszy, można nazwać spacerowy. Ale dech będzie zapierać, ale praktycznie tylko z powodu widoków. Może przepłyniemy się łódką, zobaczymy, jak będziemy z czasem i kondycją.

Powrotu nie planuję, bo luźny dzień zaplanowany, ostatni autobus odjeżdża o 18:31, więc luzik i opalanko 🙂

  1. Dzień ósmy 01.07.2017

Tego dnia o 20.25 wsiadamy w autobus do Berlina, więc rano robimy klar Schiff w pokojach, bagaże składamy do kupy i cały dzień spędzamy w Bozen. Najpierw typowy słynny targ sobotni,

 

potem łazimy po kościołach, sklepach, starówce. Możęmy zrobić mały wypad kolejką linową gdzieś ponad miasto, ale to też luzik. I do domku.

 

Dieser Beitrag wurde unter Suedtirol veröffentlicht. Setze ein Lesezeichen auf den Permalink.

2 Kommentare zu Pomału planujemy 2017

  1. admin sagt:

    Zupełnie śmiało można się dopisać. Jakieś uwagi, komentarze, propozycje?

  2. Jarek sagt:

    Do listy dopisalbym jerki, najlepiej wlasnej produkcji. Sprawdzilem zima w gorach podczas chodzenia na nartach.

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht. Erforderliche Felder sind mit * markiert.