Klub

Tia…. I zaczęło się. Potrzebny Spektrum. Przecież nie ma problemu, aby założyć w KOK-u Klub Komputerowy, tyle, że bez komputera, jaki to by był Klub Komputerowy? Na tamte czasy nie był to tylko problem pieniędzy, dobra takie jak Spectrum można było kupić tylko prywatnie, czy też, w jakim komisie, co na jedno wychodziło. Ale najpierw pieniądze. Aby taka kasę – 102 tysięcy złotych (zarabiałem wtedy 11 tysięcy) wyłożył KOK, nie było szans. Tyle pieniędzy to mieliśmy na roczną działalność. Pozostał Wydział Kultury Urzędu Miejskiego. Złożyłem odpowiednie zapytanie i co drugi dzień chodziłem zawracać pani Lucynie dupę. Czy przypadkiem już odbyło się odpowiednie posiedzenie, czy już może dostaniemy kasę na założenie klubu? Przecież młodzież trzeba zaznajamiać z najnowszą technika. I w ten deseń zawracałem jej co drugi dzień głowę. Oczywiście miałem poparcie Dyrektora, pana Michnika.  No i w końcu wychodziłem. Odbyło się jakieś budżetowe posiedzenie w Urzędzie i przyznali całe 200 tysięcy na komputer. Zaczęło się szukanie komputera. W ogłoszeniach znalazłem gościa we Wrocławiu, który za nowego, świeżo sprowadzonego z Anglii Spektrusia chciał 200 tysięcy. Teraz należało go przekonać, by sprzedał instytucji. Nie zapominajmy, że było to w PRL-u, więc chętny nie był on zbytnio na takie rozwiązanie. Ale udało się gościa przekonać. Ale zaistniał problem, jakiego się nie spodziewałem. Moja ulubiona księgowa stwierdziła, że nie ma takiej opcji, abym z tak „olbrzymią” sumą pieniędzy udał się do Wrocławia. Po kilkudniowych debatach udało się zorganizować dwóch kolegów z KOK-u jako „konwojentów” i pojechaliśmy. Zakup dokonany, umowa jest. Niby wszystko super? Tylko zakładać klub? Nie, nie za komuny. Taki zakup nie mógł zaistnieć w ewidencji KOK-u bez specjalnego oświadczenia rzeczoznawcy z listy oficjalnie zatwierdzonych przez Urząd Wojewódzki. Więc znalazłem takowego. Co prawda widział Spektrusia po raz pierwszy w życiu, ale napisał super ekspertyzę, jaki to dobry komputer mamy. Najważniejsza była pieczątka „Oficjalnego Rzeczoznawcy”. Resztę i tak musiałem mu dyktować. Najlepsze było to, że pan rzeczoznawca kasował za swoją usługę 10% wartości przedmiotu, który poddał swojej ocenie. Czyli, bagatelka – 12 tysięcy. Pan rzeczoznawca był jednak dobrym kontaktem, tak samo napisał nam później opinię na temat zakupionego w komisie za 450 tysięcy złotych magnetowidzie (w czasach największego szału na Video). A, że w czasach jak już miałem swojego C64 pan rzeczoznawcza też go miał, to miałem dostęp do programów jakie sobie tylko dusza mogła zamarzyć. Z racji zawodu miał on kontakty prawie z wszystkimi firmowymi posiadaczami takowego sprzętu, a wymiana oprogramowania była wtedy jedynym legalnym sposobem zdobywania takowego. Giełdy wtedy dopiero powstawały.

Za resztę pieniędzy kupiliśmy Telewizor służący Spektrusiowi jako monitor i Magnetofon kasetowy Unitry. O ten magnetofon toczyły się ciągłe walki z kolegą Jurkiem, KOK-owym „DJ-em”, bo uważał on, że taki profesjonalny sprzęt jemu się należy, a nie jakimś tam „komputerowcom”. Nie docierał do niego fakt, że pieniądze to ja wydeptałem w Urzędzie. Ale….

No i oficjalnie mogłem ogłosić zapisy do Klubu Komputerowego. Nie wiedziałem co mnie czeka. Ale o tym następnym razem.

Dieser Beitrag wurde unter Oldtimer veröffentlicht. Setze ein Lesezeichen auf den Permalink.

2 Kommentare zu Klub

  1. Pingback: więcej

  2. admin sagt:

    Najpierw muszę polskie znaki popoprawiać 🙁

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht. Erforderliche Felder sind mit * markiert.