Dzień pierwszy

CO niektórzy już pewnie chcieli by się dowiedzieć jak to było z tym kuniem? No to jadziem z tym koksem !

O ósmej rano czekało na mnie śniadanko, opłukałem więc pysio, zszamałem co nieco i po uregulowaniu należności (19 Euro – w cenie śniadanie) popedałowałem w stronę kliniki. Spokojnym krokiem niecałe 5 minut i już recepcjonistka skierowała mnie na mój oddział. Siostra pokazała mi mój pokój, dostałem klucze i pierwszą listę zadań do wykonania.

1. EKG

2.Zjeść obiad

3. Wizyta u lekarza oddziałowego

Wizyta u lekarza była całkiem miła. Pani doktor – Węgierka wypytała o co się dało i o trochę więcej. No i strzeliła mi gola – dostałem zakaz pływania. Podwójnie podkreślony. Żebym się nie zdyszał w wodzie. Ale na moje marudzenie przynajmniej wysłała mnie w trybie nagłym na EKG pod obciążeniem,żeby sprawdzić, czy wolno mi się moczyć. Wygląda na to, że ktoś im tu musiał zejść w basenie, bo dla mnie basen był zawsze czymś co łagodnie pozwala się pogimnastykować, a nie narzędziem tortur, przed którym pacjenta trzeba chronić. Ale co zrobić, postanowiłem się podporządkować.

No i okazało się, że lekarstwa które biorę na moją cukrzycę nie za bardzo dobrze robią moim nerkom i pani doktor zarządziła u mnie  „Owsiane dni“. Trzy dni dostawał będę rano, w południe i na kolację michę owsianki. Gotowanej na nieosolonej wodzie. Taka mała midniczka pełna szarej brei. I w celach pomiarowych muszę zjadać do dna. Do tego dostaję tak ok 50 gram kompotu. Na szczeście wodę i herbatę wolno mi pić, uff…. Z tym kuniem to tak nie całkiem, bo każdy szanujący się koń, jakby coś takiego dostał do jedzenia, toby się uśmiał. I skopał właścicielowi dupę….

Na stołówce zrozumiałem obawy pani doktor. Średnia wieku 70 lat, 65% o lasce albo o kulach. Potem dowiedziałem się, że większość to ludzie po ciężkich operacjach kardiologicznych. Wszystko fajnie, tylko co ja tu robię?

 

Pierwszego dnia zaliczyłem jeszcze centrum miasteczka, pooglądałęm główną ulicę, nie kupiłem Sticka do Internetu – na takich zadupiach używają pewnie jeszcze gołębi pocztowych. Mają za to fajny BürgerBus – mały Busik kręcący rundy po mieście, tak, że z pod Kliniki można kilka razy w ciagu dnia dojechać do centrum (i abarotno, rozumie się).

 

 

Dieser Beitrag wurde unter Bad Driburg 2010 veröffentlicht. Setze ein Lesezeichen auf den Permalink.

Schreibe einen Kommentar

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht. Erforderliche Felder sind mit * markiert.